Dziś
mija dokładnie rok kiedy kupiliśmy samochód. Przez ten czas
przejechałem nim 40000 km. Dokładnie dwa dni temu przekroczyłem ten
dystans. To tak jakbym w zasadzie okrążył nim Ziemię. Jaki z tego
wniosek co do miłości? O tym mam nadzieję już jutro. Jak znajdę
następne kilka minut na pisanie...
(noc z 16 ma 17 lipca)
Proszę
mi wybaczyć takie pisanie na raty. Nie zawsze mam możliwość, aby
spokojnie usiąść, skupić się i pisać. Z konieczności piszę czasem zbyt
rzadko, czasem zbyt szybko, co niestety odbija się na efekcie. Życie
konkretne ważniejsze, miłość musi być zaktualizowana, dopiero jak
starczy nam czasu i sił, możemy to utrwalić i słowem przekazać dalej.
Proszę o tym nie zapominać – najpierw czyny miłości, potem
słowa. Chyba, że ktoś dramatycznie musi się jej nauczyć i w ekspresowym
tempie odrobić zaległości z kilku lat swojego życia, wtedy można zacząć
od przewagi słów. A nawet wypada, tak, aby zapobiec brakowi
wiedzy, który prowadzi do niezawinionej głupoty.
Co
ma samochód do miłości? A no ma. Nie tylko
samochód, ale i inne rzeczy, których byśmy o to
na co dzień nie podejrzewali. Co do samochodu – rzecz w tym,
że jest to 17-sto letni w tym momencie samochód, kupiony rok
temu za kwotę 2500 zł. Co, jak się okazało, było i tak zbyt wielką sumą
w opinii mechaników. Ford escord, kombi, silnik 1,6 benzyna.
Takie niby nic w opinii wielu. Dla większości
„porządnych” ludzi, szczególnie nowej
elity finansowej wielkich miast, taki samochód to śmieć.
„Wstyd się na mieście pokazać.”
Nie
pisałbym o nim, gdybym nie miał powodu, aby dzięki temu nie napisać o
miłości. Co potrafi taki „złom”? Potrafi jechac z
prędkością ok. 185 km/h, więcej już nie chciałem sprawdzać. Potrafi
przejechać owe 40 tys. km w zasadzie bez większych
problemów. Tylko raz urwały mu się tylne koła. Potrafi wpaść
do Sanu z promu i wyjechać na brzeg, potrafi w zimie co kilka dni
lądować w rowie i być wyciąganym ciągnikiem. Jako jedyny potrafi
wjechać po śniegu na górę pod sam dom, gdzie każdy
mieszkaniec oprócz właściciela tego escorta, zostawia
samochód na dole. Potrafi holować ciągnik, wóz
konny i wiele innych. Potrafi przewieźć prawie tonę węgla i drewno na
opał, dokonać kilku cudownych przeprowadzek przyjaciół po
kilkaset nawet kilometrów. Potrafi zawieźć rodzącą do
szpitala i przywieźć z niego 400 kilometrów trzy dniowego
obywatela RP. Wyprzedza audi a4, a5 i a6. No chyba, że za ich
kierownicą siedzi dobry kierowca. Wtedy przynajmniej potrafi przez
dłuższy czas siedzieć im „na ogonie”. Taka
skrótowa wyliczanka, osoby nie znające się na samochodach
proszone o użycie wyobraźni.**
Co
do innych rzeczy, niż samochód. Przykładowo: co potrafi
laptop kupiony za 70 zł? Potrafi napisać pracę magisterską, zabijać
nudę dzieciakowi leżącemu w szpitalu, choćby dzięki saperowi i
pasjansom, wyświetlać strony, pisać do ludzi... Co potrafią ubrania
kupione za dosłownie kilka złotych w sklepie z odzieżą używaną?
Tajemnica wielu osób, w szczególności myślę o
Paniach.
Co
mam na myśli? Proste sprawy. To są tylko przedmioty. Ile razy słyszymy,
że wydajemy pieniądze na głupoty? Z ilu stron nieraz się słyszy, ze
rządzi nami pieniądz, albo pusty konsumpcjonizm? I to nieraz jest
prawda.
Z
drugiej strony często możemy usłyszeć, że rzeczy, które mamy
są małej wartości. Albo jeszcze gorzej – że to my jesteśmy
beznadziejni, kiedy nie mamy: ... wiadomo, właściwej metki przy
ubraniu, albo właściwego znaczka na masce samochodu. Dokładnie w tym
samym tonie przemawiają do nas nasze polskie reklamy: nie będziesz
kochana, jak nie użyjesz ACE, płynu E, jakiegoś Garniera, albo Max
factora, nie wlejesz w siebie Cisowianki itd, a jako mężczyzna będziesz
beznadziejny jak nie będziesz jeździł nowym bmw, chodził w Vistuli,
miał gaci Kleina czy czegokolwiek w tym stylu i pił z kumplami na
jachcie Warki strong.*
Ten
przekaz, najpierw przez rodziców idący, potem przez
kolegów i „przyjaciółki”,
ludzi z ulicy i media, najczęściej pije do naszej potrzeby miłości. Z
założenia, że skoro nam na tym najbardziej zależy, to najwięcej też
jesteśmy w stanie dać za to pieniędzy, aby tylko tę potrzebę miłości
zrealizować. Zapomina się przy okazji o prostej konsekwencji,
która się pojawia. Kiedy często komuś powtarzamy, że
„mamusia Cię nie kocha, kiedy się tak złościsz”
dziecko łatwo usłyszy „mamusia Cię nie kocha”,
reszty już słuchać nie chce pogrążone w rozpaczy i beznadziejności.
Kiedy to samo będziemy serwować kobietom, że „jesteście
beznadziejne, kiedy tak nas traktujecie” usłyszą tylko, że są
beznadziejne. A potem zrobią wszystko i zapłacą wiele, aby jakoś tę
beznadziejność zaretuszować. Kiedy będziemy powtarzać chłopcom
– nie będziesz mężczyzną bez bmw, domku na wsi od developera,
polisy ubezpieczeniowej w PZU i paczki kumpli od Lech Premium sport...
usłyszy tylko, że nie jest mężczyzną i nigdy się nim nie stanie.
Czego
nam trzeba? Potrzeba nam fantazji i twórczego, prostego i
rozsądnego podejścia do świata przedmiotów. Ponad tym
najważniejsze – przedmioty to tylko nasze narzędzia. Tylko
głupiec może się zachwycać kupą święcącego, nawoskowanego metalu na
gumowych kołach, i to w dodatku zachwycać się właśnie tym błyszczeniem
się lakieru. Mądry człowiek będzie się cieszył z możliwości, jakie daje
mu sprawny samochód. I z tego, że może zrobić coś dla
miłości. Pomóc przyjacielowi, albo pojechać z ukochanym,
ukochaną w romantyczną podróż, podwieźć starszą sąsiadkę z
zakupami do domu, pojechać do pracy, na studia... Proszę wstawić tu
sobie dowolne godziwe rzeczy, nie tylko te najbardziej banalne.
Z
odrobiną twórczego podejścia jesteśmy w stanie wyczarować z
prostych, pozornie mało wartościowych przedmiotów, wielkie
skarby pomagające nam dbać i rozwijać miłość.
Napisałem
pewnie bardziej z męskiej perspektywy –
przedmiotów funkcjonalnych, działających. To samo tyczy się
tego, co tak wielu mężczyzn podziwia u wielu dziewcząt –
zdolności upiększania siebie, mieszkania i otoczenia dzięki przedmiotom
właśnie. A to jakaś stara ramka z doczepioną kokardką, a to jakieś
kwiatki w koszyku od cukierków, odpowiedni mebel stojący
właśnie tu, a nie w rogu...
Jak
niewiele potrzeba, aby było nam piękniej i łatwiej jednocześnie.
Przedmioty są potrzebne, ale większość naszego wysiłku powinniśmy
raczej wkładać w czynienie dobra, również dzięki tym
przedmiotom, nie w tych przedmiotów zdobywanie. Żeby
starczyło nam czasu na miłość i życie. Bez głupiej, pustej ascezy i bez
próżnego, frustrującego wyścigu z
„niewiadomokim” o to, czy będę miał lepsze, albo
choć równie dobre jak on / ona.
*oczywiście
są jeszcze inne typy reklam, jeszcze innych „idealnych
nas” lansujące.
**nowe,
świecące samochody, z tysiącem systemów, gwarancji itd. też
to potrafią... tylko kto zaryzykuje i narazi lakier swojego
ekskluzywnego „cuda” kupionego na kredyt?
:)