Marcin od miłości

czwartek, 14 stycznia 2010

Harlequin na zaliczenie

       Choć nie mam za bardzo czasu na pisanie to muszę się czymś podzielić. Sprawdzam właśnie prace zaliczeniowe i przy niektórych znakomicie się bawię. Jak co roku, dzięki tym pracom widzę sens mojej pracy dla wspaniałych warszawskich uczelni. Powiem krótko, romansidła typu Harlequin, przy niektórych pracach z ich wątkami romantyczno-schadzkowymi, to pikuś.

       Przy okazji, dziękuję Pani kob za list. Tak, to ten uśmieszek paskudny wprowadził całe to zło :) o taki ;)

       A i jeszcze: jakiś mądry ludek łazi u nas po wsi i przebił koło w naszym samochodzie i w samochodzie sąsiadki Renaty, która jest nauczycielką stanu wolnego. Brunetka. Gdyby ktoś chciał nas odwiedzić, proszę pisać, Panowie.