Marcin od miłości

czwartek, 14 maja 2009

Kermit i Panna Pigi

      Widziałem wczoraj pewną parę. Przy stoliku obok siedziały cztery osoby chłopak i trzy dziewczyny. Te dwie były chyba tylko po to, żeby ta trzecia mogła im pokazać ich miejsce (jako, że to ona jest z chłopakiem, a nie one). Dlaczego zwrócili moją uwagę?

      Ton nadawała właśnie ta zachłopaczona (pierścionka ani obrączki nie widziałem, zresztą nie wyglądali na małżeństwo). Ogólnie stolik był zarażony jej nieciekawymi wizjami świata, a dokładnie emocjami dot. wizji świata wszystko było nie tak, każdy człowiek czy pani w dziekanacie (jak wiadomo dziś takie czasy, że jak się nie studiuje naprawdę, to przynajmniej się jest na uczelni i się o tym opowiada przy okazji rodzice mogą się pochwalić sąsiadkom moja córka studiuje), czy ich wspólne znajome, robili coś, co było z całą pewnością głupie, beznadziejne, a nawet przeciwko zachłopaczonej. Dwie pozostałe współdzieliły afekty. Mężczyzna inaczej raczej starał się ją stonować, złagodzić jej nieciekawe emocje. Trudno mi to oddać słowami, ale widziałem to wielokrotnie. Łagodny, przymilny mężczyzna z ostrą, agresywną i oskarżającą świat dziewczyną.

      No i się zastanawiam na czym to polega? Na czym są oparte takie związki i o co chodzi takim facetom? To jest coś w rodzaju przymilania się. Być może jest w tym kawałek ja ją uratuję w tym przypadku od jej nieciekawego reagowania na świat. Ale to coś jeszcze. Może to jest wyzwanie czy dam radę ją zdominować. Tylko jakoś w tym przypadku tego nie widziałem. To był na oko spokojny, stabilny człowiek. Spokój niedźwiedzia raczej niż spokój słabego wątlaka, więc nie z bezsilności jego to wynikało przynajmniej potencjalnej. Bo mógł ją zagrzebać. I to wydaje mi się jakiś trop zagrzebał siłę, umiejętność milczenia, dystansu do czyjegoś świata problemów i zdolność dominacji w imię... ? Zasłużenia na miłość? Na uwagę?
     Nieraz mam wrażenie, że to jakieś powtórzenie sposobu przeżyć relacji z matką
ostrą, narzekającą kobietą i przymilność do niej, żeby ją nieco przestawić na inny sposób odczuwania tak, aby otrzymać nieco ciepła. Bo inaczej sama z siebie tego nie da, tak jest zaangażowana w narzekanie i ogólną wrogość (siebie, innych, świata ogólnie).

      Przypomniał mi się duet Kermit Żaba i Panna Piggi.

Kermit Piggy

      Ona zachłopaczona właśnie, tyle, że tylko w jej własnym mniemaniu tak silne miała chęci aby Kermit był jej, że uznawała to za fakt realny. Pan Żaba znów był miły, łagodny i nie sprzeciwiał się tak, aby zdominować, tylko tak na sposób ułożony i grzeczny. Więc do nakręconej i mocnej w swoich przeżyciach, a tym bardziej pragnieniach, że przecież musi być podziwiana (ang. adored jest trafne adorowanie w zakochaniu i adorowanie np. jako podziw artystki łatwo się nam w przeżyciach mogą mieszać) nic nie mogło dotrzeć, bo przecież "ona kocha", więc "to jest miłość między nami". Na tym polega egoizm uczuć. Nie bez znaczenia jest to, że nazwano ja nie świnką Piggi, ale Panną Piggi.

Etykiety: , , , ,

Komentarze (14):

  • A co ma bidak zrobić, jak już się z taką dziewczyną zadał? Z jakichś powodów jest w niej zakochany. A babka ma tak silny charakter, że nie może tego zmienić. W sumie jedyne, co może, to zerwać. Jeszcze gorzej, jeżeli to by była jego żona. Też by mi się nie podobało, gdybym miał taką sytuację w życiu.
    Chociaż: piszesz o umiejętności milczenia. Może i to jest dobry sposób: nic nie mówić, a już tym bardziej się nie przymilać.
    Co do prób zdominowania, to jest to bardzo trudne: facet, który stosuje agresję, automatycznie przegrywa (znam wiele domów, w których jest mąż-alkoholik stosujący przemoc; bardzo mylą się ci, którzy twierdzą, że to on tam "rządzi", gdyż w rzeczywistości bardzo często rządzi matka - ofiara). A metody zdominowania są takie: albo już jesteś autorytetem, i wtedy dajesz radę, albo trzeba zastosować siłę, albo też działać sprytem i poczuciem humoru. To trzecie jest najlepsze, ale i najtrudniejsze, i może nie zadziałać.
    Współczuję facetowi-ciapie, który jest zdominowany przez kobietę. Za dużo takich znam. Nigdy nie chciałbym, żeby coś takiego zdarzyło się w moim życiu. I to nie z własnej dumy czy coś w tym stylu. To jest dla dobra tej kobiety i naszego ewentualnego dziecka. Życie wspólne w takiej sytuacji jest prawdziwym koszmarem.

    Autor: Blogger Jarrec, 14 maja 2009 14:38  

  • Jarema, to jest pytanie o Kermita czy o tego gościa z restauracji?

    Autor: Blogger Marcin, 14 maja 2009 18:55  

  • Pal sześć Kermita! Pytanie o normalne życie ;)

    Autor: Blogger Jarrec, 14 maja 2009 23:21  

  • no ja nie wiem co na to powiedziałyby niektóre dziewczyny, Kermit to pewien ideal :)

    Kermit tylko pracował razem z Miss Piggy. To jej pragnienia uczyniły go jej amantem. Jeśli mówimy o miłości małżeńskiej, to nie ma w niej miejsca na takie sprawy. Chyba, że się zdażają jako wady i przyjmowane są przez wybaczenie.

    Jeśli się tak nierozsądnie wybierze, albo wybierze rozsądnie, ale po drodze taką osobą staje sie mąż/żona i nie daje się rozsądnie jej poprowadzić, żeby wyzbywała się tego, to nieciekawie.

    Jeśli tak było od początku, a mamy do czynienia z małżeństwem zawartym w Kościele to ja bym się zastanowił czy to w ogóle był sakrament małżeństwa.

    Jeśli tak się dzieje po drodze... Kermit raczej wolności od jej pragnień nie miał. To nie jest miłość. Jeśli była wcześniej, to trzeba się zastanowić co można zrobić, żeby ją odbudować. Jeśli nie było wcześniej... każdy dzień to wielkie, nieustanne zaproszenie do nowych czynów miłości. Nic nie szkodzi zaczynać od nowa i od nowa. A w zasadzie to tak właśnie jest i należy tak. Miłość nigdy nie umiera (nigdy nie ustaje - 1Kor13:8) czyli też nieustannie podejmujesz wysiłek jeśli kochasz. Wysiłek może być rózny, a powinien być dostosowany do aktualnej sytuacji - takie jest uzasadnienie przypadków, kiedy kogoś kochasz, nie możesz być z nim, ale jesteś mu życzliwy, modlisz się za niego na przykład - bo nic więcej nie byłoby właściwe. Tu chodzi o serce tego, kto kocha, nie o relację.

    Sprowokowałeś mnie do napisania tego, co miałem za jakiś czas w poście umieścić :) nie szkodzi, że powtórzę. Będę mógł rozwinąć.

    Autor: Blogger Marcin, 14 maja 2009 23:42  

  • To ciekawe, co piszesz o wolności od pragnień drugiej osoby. W gruncie rzeczy też mam takie podejście. Przeraża mnie możliwość związku, w którym człek jest niewolnikiem pragnień drugiej osoby. Nie może być miłość TYLKO odpowiedzią na czyjeś (lub swoje) pragnienie i próbą wypełniania go. Bo - jak i mówiliśmy podczas ostatniej wizyty - ostatecznie nie jesteśmy w stanie wypełnić Pragnienia (przez duże P) drugiej osoby. Nawet niedobrze byłoby, gdybyśmy się temu poświęcili (w miejsce mówienia prawdy, choćby).
    Tylko jak to pogodzić z Kilpatrickiem, który mówi, że szukanie wolności, miłości bezinteresownej jest w gruncie rzeczy bez sensu, bo w miłości przecież chodzi o wypełnianie pragnień drugiej osoby i swoich? Nota bene to negowanie przez Kilpatricka dążeń do bezinteresownej miłości nie bardzo mi się podoba, a może niewłaściwie to rozumiem?
    Tak czy kwak napisz o tym więcej, bo to niezwykle ciekawy temat.

    Autor: Blogger Jarrec, 15 maja 2009 13:30  

  • Nie pamiętam co pisze Killpatrick tak dobrze. Możesz zacytować? Albo prześlij mi skan - musiałbym się nad tym zastanowić.

    A przy okazji, co to znaczy miłość bezinteresowna? Bo dla mnie to jakiś oksymoron.

    Autor: Blogger Marcin, 15 maja 2009 18:24  

  • Chodzi mi w tym wszystkim o coś takiego: z jednej strony postawa taka jak tego przymilającego się faceta jest zdecydowanie niedobra, bo kobieta go nie będzie szanowała. Tu się zgadzamy. Z drugiej strony nie można całkowicie "wyzwalać się" od pragnień drugiej osoby. Jak powiedział mi przyjaciel czytający także tego bloga: takie "wyzwalanie się", gdzie chcemy uciec od tego, że druga osoba spełnia jakoś moje pragnienia, a ja - jej pragnienia to nic dobrego. Musimy się nawzajem w miłości pragnąć i te pragnienia spełniać. Pisze o tym też Kilpatrick. Najpierw o błędzie "psychologicznej" wizji miłości, która każe nam wierzyć, że "nie jesteśmy po to, żeby spełniać czyjeś wymagania" (gdy w istocie miłość jest kierowaniem swoich pragnień w stronę drugiego i zaspokajaniem jego pragnień). Cytuję: "Kto chce być przedmiotem miłości, która nie chce ani nie potrzebuje niczego, co moglibyśmy dać w zamian? Chcielibyśmy czuć, że jesteśmy potrzebni, a nie tylko korzystać z czyjegoś miłosierdzia (...) Oczywiście, w miłości z potrzeby można posunąć się do skrajnego egoizmu i nienasycenia, jednak w codziennym życiu jest ona odbiciem naszej kondycji jako istot ludzkich(...)"
    Czy Kilpatrick w związku z tym nie namawia nas jednak trochę do bycia takim Kermitem? Do przymilania się właśnie po to, żeby spełnić pragnienie tej drugiej osoby 0bo można założyć, że ona pragnie właśnie takiego narzekania na cały świat(autentycznie lub nie)? Czy jednak mimo wszystko nie należałoby zachować pewnego marginesu wolności wobec tego, czego pragnie druga osoba?

    Autor: Blogger Jarrec, 15 maja 2009 20:38  

  • PS Jeszcze jedna rzecz, na którą zwrócił mi uwagę mój przyjaciel: piszemy o "umiejętności milczenia", ale czy ta umiejętność to nie prosta ścieżka do oddalenia psychicznego od ukochanej osoby?

    Autor: Blogger Jarrec, 15 maja 2009 20:50  

  • Marcinie, prosta jak drut z pieca Pierre'a Emila Martina :)

    Autor: Anonymous Anonimowy, 17 maja 2009 00:13  

  • Myślę i myślę nad tym co piszecie. A że przy okazji akurat teraz dużo podróżuję to mam czas na to. Odpowiem na to wszystko w kolejnych wpisach, mam nadzieję, że coś ciekawego z tego wyjdzie. Tak przemyślałem, że to za dużo do napisania w komantarzach.

    Autor: Blogger Marcin, 20 maja 2009 14:14  

  • Jeszcze tylko o jednym napiszę - o tej "umiejętności milczenia". Nie chcę pisać czegoś w stylu "podręcznika uwodzenia", albo kontaktów i miłości kobiety i mężczyzny"... To jest ważna sprawa, ale tak jak napisałem - chodzi o pewną umiejętność dystansowania się nie do osoby, ale do jej świata przeżyć. To jest dobre samo w sobie, a w relacji do kobiety dodatkowo ważne z kilku powodów. Te, które znam to: ukazanie siły, stabilności, czyli pewna obietnica jakości mężczyzny i tego, że można się przy nim czuć bezpiecznie, panowania nad sobą. Jest to też ważny komunikat wartości - czyli co ważniejsze - uczucia, czy inne sprawy. Taki mężczyzna pokazuje, że w razie potrzeby wie co robi. Oprócz tego, zachowanie milczenia jest też jedną z form pokazania pewnej przewagi i panowania nad drugą osobą, nie tylko nad sobą. I tak jak wszystkie dobre rzeczy może być użyte w złych intencjach.
    Mam nadzieję, że więcej o tym napiszę przy jakiejś okazji.

    Autor: Blogger Marcin, 20 maja 2009 21:05  

  • Właściwie to pisałem w odpowiedzi na posta powyżej mej odpowiedzi,o tu tam..., u Jarreca..,"czy to nie jest prosta droga..." - jest:) i tu nagle wskoczył mi piec martenowski w przestrzeń psychiczną mą wtargnął, z prętami i szynami prostymi...:P

    Autor: Anonymous Anonimowy, 24 maja 2009 00:01  

  • Rewelacyjny tekst panie Marcinie! Zostaję Pana fanką ;)

    Autor: Anonymous zlosnica, 14 czerwca 2009 13:43  

  • Już na początku pomyślałem o Kermicie :D

    Autor: Anonymous Nowinek, 14 grudnia 2009 21:42  

Prześlij komentarz



Linki do tego posta:

Utwórz link

<< Strona główna