Media: świńska grypa, UFO i Krzyż.

Trzecia notka związana z tematem patriotyzmu, na przykładzie tego, co dzieje się aktualnie w mediach.

Mam dużą ochotę zacząć od opisu swoich przeżyć i uczuć, które się rodzą w związku z tym co oglądam i czytam o tak zwanym „konflikcie wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu (w Warszawie)”. Cała ta sprawa, a raczej przekaz mediów o niej, wzbudza bardzo wiele, bardzo różnych odczuć. Zresztą po to ten przekaz jest i nie mam tu na myśli „teorii spiskowych”, że po to aby odciągnąć naszą uwagę od tego, że podnoszą nam podatki i będą większe podwyżki, czy żebyśmy zapomnieli o innych aferach (hazardowa, Smoleńsk czy inne). Mam na myśli zwykłe obserwacje tego, jak funkcjonują tzw. masmedia w dzisiejszym społeczeństwie psychologicznym, jakim jesteśmy coraz bardziej.

My się dziś bardzo mocno przesunęliśmy w kierunku wartościowania rzeczywistości głównie emocjami, wobec tego, aby zapewnić sobie uwagę odbiorców, każdy nadawca stara się przykuć nas do tego co mówi, głosi czy oferuje w sprzedaży, właśnie silnymi emocjami. Samo zjawisko to nie nowość, ale jego skala i ślepa wiara nadawców w moc takiego przekazu, jest już nowością.

Przypomnę, że całkiem niedawno, zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem, niektórzy dziennikarze przyznali, że nie są i nie byli obiektywni. Szczególnie gdy chodziło o postać byłego prezydenta (L. Kaczyński). Teraz brak obiektywizmu oczywiście nie zniknął. I nigdy nie zniknie, bo to wynika wprost z teorii komunikacji. Nadawca w komunikacji nigdy nie jest poza jakimkolwiek światopoglądem. Kto twierdzi, że mówiąc coś do ludzi, nie ma na mysli żadnych wartości, zwyczajnie kłamie. Lub jest na tyle bezmyślny, że powtarza coś, ze znaczenia czego sam sobie nie zdaje sprawy. Inną sprawą jest pozostawienie odbiorcom wolności w ocenie głoszonych treści i swobody decyzji. I to tego drugiego aspektu zaczyna coraz bardziej brakować w naszej komunikacji jako społeczeństwa psychologicznego. Po prostu my coraz bardziej zdajemy się funkcjonować jak stare, mało kochające się małżeństwo, czy rodzice wobec swoich dzieci, kiedy niby druga strona ma prawo decydować jak chce, ale wiadomo, że jak wybierze inaczej, to będzie awantura albo „ciche dni”.

Wyciągając informacje o wydarzeniach, o faktach, z tego całego przekazu o „skandalu krzyża”, wygląda to dla mnie mniej więcej tak.
Po niezwykłym, zagadkowym i niepojętym wydarzeniu katastrofy lotniczej na terenie prawie od zawsze wrogiego nam państwa, w której ginie nasz prezydent z żoną, ostatni Prezydent na uchodźstwie, dowództwo naszej armii i wielu, wielu ważnych dla funkcjonowania Państwa ludzi, katastrofa o której zagraniczne media mówią, że jest to wydarzenie jedyne takie, jak dotąd, w historii, następuje kilka dni wielkiego wzburzenia. Media na całym świecie znów mówią o Polsce (śmierć JPII wcześniej), Polacy w kraju i zagranicą spontanicznie gromadzą się, aby po prostu być razem, delegacje z ponad 100 krajów zapowiadają swój przylot na pogrzeb naszego prezydenta, z Rosji docierają coraz bardziej sprzeczne informacje dotyczące katastrofy, w internecie zaczynają krążyć filmy, zdjęcia i opinie udowadniające, że to był zamach, ludzie na ulicach palą znicze, wystawiają zdjęcia pary prezydenckiej, czasem innych, którzy z nimi zginęli. Zaczyna się kilka dni takiego dziwnego napięcia i skupienia Polaków i uwagi świata na całej sprawie. Podobne zresztą jak przy innych tego typu „wielkich” wydarzeniach. I podobnie jak na przykład przy ataku na WTC, czy przy trzęsieniu ziemi na Filipinach, ludzie modlą się, stawiają figurki, krzyże.

Potem jest kampania wyborcza na nowego prezydenta, w tle kilka krótko komentowanych decyzji i podpisów marszałka sejmu, pełniącego obowiązki prezydenta po śmierci dotychczasowego, a po wyborach nagle okazuje się, że jeden z ustawionych przez ludzi krzyży jest szczególnie ważny. Jedni „spontanicznie” czuwają w tym miejscu pilnując aby nowy prezydent nie stracił z oczu tego symbolu, drudzy zupełnie „neutralnie” chcą zadbać o odpowiedni poziom „bezstronności” tego kawałka ulicy w Warszawie.

Za jakiś czas widzę jak Polacy biją Polaków za to, że są bardziej „polscy” albo „europejscy” niż ci drudzy. Agresja werbalna tam na ulicy, w mediach, nasi bliscy kłócą się z nami, ze swoimi rodzinami, ze współpracownikami, młodzi ludzie plują na ulicy w twarz starszym, w dodatku kobietom! Jedni drugich wyzywają od najgorszych, ktoś komuś daje po gębie, prezydent naszej stolicy zgadza się na nocną manifestację, która odbywa się jako „radosny happening”, który jest znowu według naszego premiera przykładem godnym naśladowania w „podejściu do wiary z humorem” itd… A nasze media wszystko to chętnie filmują, komentują i rozpatrują. Politycy mówią, że to nie jest polityczne, dziennikarze zapomnieli o tym, że jeszcze niedawno, jak przyznawali, bywali nieobiektywni, jedni księża milczą jakby nigdy nic, ale się choć modlą, inni nawołują do krucjaty.

A Państwo się pytacie dlaczego mamy takie kłopoty w miłości? Dlaczego w małżeństwach dziś tak często są kłótnie, rodzice nie szanują dzieci, dzieci gardzą „starymi”?

A czy my mamy inne wyjście? Jakąkolwiek stację tv lub radio włączyłem ostatnio, słyszałem, że mam nienawidzić moherowych beretów lub lewicowych pederastów. Generalnie mam nienawidzić i mam się opowiedzieć po którejś stronie. Tak wygląda dziś miłość ojczyzny: mam nienawidzić tych „gorszych Polaków”.

Jako teoretyka mediów i psychologa agresji, to zjawisko właśnie niepokoi mnie najbardziej. Dziennikarze, a przez to media, są stronniczy wobec opcji politycznych i światopoglądów. Ale dziś zaczynają być stronniczy wobec nas, obywateli, czyli swoich odbiorców. Każą jednym z nas co najmniej nie lubić drugich, mówią kto jest lepszy, kto gorszy. A przy okazji każą wierzyć w świńską grypę i UFO. Tak wygląda dziś patriotyzm. Dziś nie kocha się Ojczyzny i rodaków, szanując ich i własną wolność. Dziś patriotyzm to głosowanie na „Odpowiednią Partię”.

W ramach zdrowego podejścia z humorem do spraw konfliktowych i trudnych, żart graficzny (nie wiem czyjego autorstwa).

czarne skrzynki

Twój komentarz...?