niedziela XXX
Nie jestem pewien, czy czytania były z tej niedzieli, czy też z rocznicy poświęcenia kościoła. Dość typowe to, mam wrażenie, że "nie słyszymy", czy też nie zapamiętujemy ich treści. W każdym razie fragmenty są tu: XXX niedziela
Całą mszę przeżywałem dość społecznie, rozglądając się po kościele za jednym człowiekiem...
Zbieg okoliczności czaso-przestrzennych: Święto poświęcenia kościoła, w którym się nawróciłem i długo, długo umacniałem się w wierności. W tym kościele też zrobiłem wiele obietnic Bogu i ludziom. Między innymi miłości i wierności żonie, a więc wszedłem w rzeczywistość małżeństwa i w nią zaprosiłem Jezusa. Akurat dziś wypadł dzień moich urodzin. A jadąc na mszę, zaraz pod kościołem, miałem stłuczkę z pewnym mężczyzną. Mężem i Ojcem. Jechał na tę samą mszę z rodziną. Wjechałem w jego samochód cofając z przyczepką. Wyszedł, wkurzony i znerwicowany jak na młodego Warszawiaka przystało, zerknął na moją żonę za szybą, z dzieciątkiem na rękach, pooglądał samochód, pomyślał, pewnie też w sercu, i powiedział, żebyśmy tak to zostawili.
A ja rozglądałem się, zastanawiając czy go unikać w kościele, żeby nie zmienił zdania, czy raczej spotkać i podać rękę na znak pokoju. I kto tu okazał się wierzącym?
Warszawa, Freta 10.
Całą mszę przeżywałem dość społecznie, rozglądając się po kościele za jednym człowiekiem...
Zbieg okoliczności czaso-przestrzennych: Święto poświęcenia kościoła, w którym się nawróciłem i długo, długo umacniałem się w wierności. W tym kościele też zrobiłem wiele obietnic Bogu i ludziom. Między innymi miłości i wierności żonie, a więc wszedłem w rzeczywistość małżeństwa i w nią zaprosiłem Jezusa. Akurat dziś wypadł dzień moich urodzin. A jadąc na mszę, zaraz pod kościołem, miałem stłuczkę z pewnym mężczyzną. Mężem i Ojcem. Jechał na tę samą mszę z rodziną. Wjechałem w jego samochód cofając z przyczepką. Wyszedł, wkurzony i znerwicowany jak na młodego Warszawiaka przystało, zerknął na moją żonę za szybą, z dzieciątkiem na rękach, pooglądał samochód, pomyślał, pewnie też w sercu, i powiedział, żebyśmy tak to zostawili.
A ja rozglądałem się, zastanawiając czy go unikać w kościele, żeby nie zmienił zdania, czy raczej spotkać i podać rękę na znak pokoju. I kto tu okazał się wierzącym?
Warszawa, Freta 10.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna